„Niedaleko od garażu unosił się słup ognia. W szatańskim jakby tańcu płonęły niemieckie baraki. Wyschnięte gałęzie sosny wplecione w płot płonęły jak wąż, który ciągnie za sobą ognisty ogon. Cała Treblinka stanęła w płomieniach.” – zapisał Samuel Willenberg. Jego świadectwo stało się dramatycznym zapisem buntu w obozie zagłady.

Willenberg był jednym z setek tysięcy Żydów, którzy zostali skazani na straszną śmierć w komorach gazowych w Treblince. W wieku 19 lat trafił do obozu wraz z pozostałymi mieszkańcami getta opatowskiego pod Częstochową. W przeciwieństwie do wielu sobie podobnych, zdołał przetrwać. Bez wątpienia miał dużo szczęścia, bo z całego transportu tylko on przeżył. Przypadkiem rozpoznał wśród robotników przymusowych jednego ze swych znajomych
Jak wspominał Willenberg, wywiązał się wówczas następujący dialog, który on sam zainicjował:
Skąd jesteś? Zadał mi to samo pytanie. Zacząłem wyliczać miasta, w których byłem: Warszawa. Opatów, Częstochowa. Przerwał mi:
— Z Częstochowy? Jak się nazywasz? Obserwował mnie z rosnącym natężeniem.
— Nazywam się Samek Willenberg.
— Samek, to ty. Powiedz, że jesteś murarzem.
Zgodnie z poradą, podał się za rzemieślnika i zamiast na śmierć, został wcielony jako robotnik do obozowej pracy. Jednocześnie tego samego dnia unicestwiono 6-tysięczną opatowską społeczność żydowską. Śmierć poniosły również jego siostry, Ita i Tamara. Willenberg w obozie zagłady spędził rok. W geście rozpaczy i z żądzy zemsty wraz z garstką niepokornych więźniów zdecydował się wzniecić rebelię. W obozie dochodziło już wcześniej do aktów oporu.
Do legendy przeszło wydarzenie z 11 września 1942 r., kiedy to jeden z robotników, argentyński Żyd Meir Berliner, zadźgał esesmana Maxa Bialę. Innym razem jeden z Żydów wywiezionych po powstaniu w getcie warszawskim, zdetonował ukryty granat. Były to rozpaczliwe akty oporu, które nie miały szans na powodzenie, ale dodawały otuchy uwięzionym i odbierały strażnikom część aury grozy, którą roztaczali. Jak opisywał Willenberg, po wybuchu granatu: Na placu powstał nieopisany zamęt. Najbardziej przestraszyli się Niemcy. Z placu natychmiast poznikali wszyscy esesmani. Jakże tchórzliwie i śmiesznie wyglądał tym razem zawsze groźny i ‘nieustraszony’ ‘Cep’, gdy w panicznym lęku biegł skulony przez plac jak przeganiany pies.
W Treblince zawiązano jednak spisek, który miał się zakończyć spektakularnym sukcesem. Plan powstał wśród robotników przymusowych, tylko oni mogli po przyjeździe przeżyć w obozie dłużej niż dzień. Każdy z nich zdawał sobie jednak sprawę, że prędzej czy później również na nich przyjdzie kolej. Zdecydowano się walczyć. Więźniowie zawiązali Komitet Organizacyjny skupiający dziesięć, a wedle innych relacji 12 osób, m.in. Samuel Rajzman – warszawski kupiec. Celem było podpalenie obozu, ucieczka, a następnie próba nawiązania kontaktu z miejscowymi partyzantami.
Bunt zaplanowano na 2 sierpnia 1943 roku o godzinie 16:30. Żydzi do walki ze strażnikami zamierzali wykorzystać m.in. znajdujące się w magazynie z narzędziami siekiery, łomy, młoty. Mieli także poukrywane noże kuchenne, a dzięki dorobionemu kluczowi udało się również pozyskać broń palną, amunicję i granaty. Co jednak szczególnie ważne dla powodzenia planu, posiadali też nożyce do cięcia drutu, którym zamierzali zniszczyć ogrodzenie, a także zaopatrzyli się w benzynę, która miała posłużyć do spalenia obozu.
Drzewa w lesie w gospodarczej części obozu stały nieruchomo. Nad całym obozem Treblinka roznosił się odór spalonych, rozkładających się ciał tych, którzy przedtem zostali zagazowani. Ten dzień był dla nas dniem wyjątkowym. Mieliśmy nadzieję, że spełni się w nim to, o czym od dawna marzyliśmy. Nie myśleliśmy, czy pozostaniemy przy życiu. Jedyne, co nas absorbowało, to myśl, aby zniszczyć fabrykę śmierci, w której się znajdowaliśmy. – wspominał Willenberg.
Zabito kilku wachmanów, ale najpewniej w czasie rebelii nie zginął żaden Niemiec, wobec czego SS zatuszowało przed Berlinem całą sprawę. Prawdziwym sukcesem Żydów nie były jednak straty zadane wrogowi, ale uratowanie wielu żyć. W czasie całego zamieszania zbiec z Treblinki zdołało około 200-250 Żydów. W trakcie powstania spłonęła również spora część obozu. Za uciekinierami z obozu ruszyła pogoń, podczas której zabito wielu Żydów. Biegaliśmy po bagnach, łąkach i rowach. Co krok strzelano za nami. Każda chwila była cenna – zapisał jeden z uczestników buntu, Jankiel Wiernik. Ze względu na duży niedobór w materiałach archiwalnych, wciąż nie jest znana skala pomocy Armii Krajowej, co spowodowało, że niektórzy badacze kwestionowali nawet jakiekolwiek wsparcie ze strony Polaków. Ten pogląd relatywnie niedawno zweryfikowała Alicja Gontarek w swym artykule („Akcja zbrojna Armii Krajowej w czasie buntu w obozie Treblinka II w sierpniu 1943 roku – rekonesans badawczy”). Jak zauważała, chociaż źródła na których pracowała obarczone są wieloma niedoskonałościami, wynika z nich, że AK przedsięwzięła szeroko zakrojone działania w celu rozpoznania sytuacji w obozie i zorganizowania wsparcia militarnego dla więźniów żydowskich.
Brak jest wielu szczegółów co do wsparcia Żydów podczas rebelii, ale wiemy m.in. to, że w świetle meldunku Komendy Głównej Kedywu AK Polacy mieli dokonać ataku na wieżyczki strażnicze w Treblince, wspierając Żydów w walce. Rok po buncie w Treblince, mimo doświadczenia potworności obozu, Willenberg znów stanął do walki. Wybuchło Powstanie Warszawskie. Nie należał wówczas do Armii Krajowej, ale i tak zgłosił się na służbę. Powiedziałem: ‘Nie. Ja jestem ochotnik’ i powiedziałem moje nazwisko: „Samuel Willenberg. Jestem Żydem, [uciekinierem z Treblinki]”. Nastąpiła chwilowa konsternacja, przyjęli mnie bardzo ładnie i stałem się [powstańcem]. Pod fikcyjnymi imieniem i nazwiskiem walczył początkowo w AK jako Ignacy Popow (ps. „Igo”), a następnie przeszedł do Polskiej Armii Ludowej. Po wojnie wyemigrował do Izraela. Był geodetą, ale zajmował się również upamiętnieniem zbrodni Holokaustu. Napisał również wspomnienia, „Bunt w Treblince”, Zagładę przedstawiał również w swojej sztuce.
Czy jednak jakikolwiek artysta jest w stanie oddać ogrom tak straszliwych zbrodni? Wielu ludzi kultury, w tym Tadeusz Borowski i Theodor Adorno, zastanawiało się nad moralnymi granicami tworzenia sztuki po II wojnie światowej. Różewicz odpowiadał jednak: „Człowiek zgasł; księżyc świeci”, sugerując, że sztuka po Holokauście jest możliwa. Podobne stanowisko przyjął także Willenberg, który mimo doświadczenia obozu śmierci, podjął próbę przedstawienia niewyobrażalnego. Stworzył liczne rzeźby ukazujące m.in. przyjazd Żydów do Treblinki, sortowanie rzeczy po ofiarach oraz pamiętną rebelię z 2 sierpnia.
Willenberg stał się ostatnim świadkiem zbrodni w Treblince, żyjąc do 2013 roku. Jego poruszające rzeźby można zobaczyć na wystawie Instytutu Pamięci Narodowej w Centralnym Przystanku Historia (23 stycznia – 28 lutego).
Opracował: Michał Rastaszański (Centralny Przystanek Historia)