Archiwum wydarzeń
Sto lat radiofonii w Polsce

Co nam daje radio? Było to pytanie, na które wielu Polaków musiało sobie odpowiedzieć w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości. Droga do radiofonizacji w Polsce była długa, pełna trudności, ale też spektakularnych sukcesów.

 

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Na zadane powyżej pytanie druk ulotny wydany w 1936 roku przez polskich radiowców stwierdzał wówczas, że: Jeszcze przed kilku laty trudniej byłoby odpowiedzieć na to pytanie w krótkich i prostych słowach. Bo wtedy jeszcze niewielu ludzi w Polsce przewidywało, jak ważne znaczenie w życiu naszem będzie miał ten nadzwyczajny wynalazek. A najmniej chyba wiedziano wówczas czem wogóle jest radjo. Wielu myślało, że to gramofon, a gdy im pokazywano, że niema w nim żadnych płyt woskowych, ani metalowych – mówili zwyczajnie: „grająca skrzynka”.

Na początku XX wieku radio stało się jednym z tych wynalazków, które można wręcz porównać do upowszechnienia się Internetu. Ludzie na niespotykaną dotąd skalę uzyskali błyskawiczny dostęp do aktualnych wiadomości, mogli czerpać wiedzę o wydarzeniach z kraju i ze świata, a także korzystać z dóbr kultury. W Polsce miało to jeszcze jeden dodatkowy aspekt. Radio stało się ważnym czynnikiem państwotwórczym, który scalał podzielone po zaborach społeczeństwo. Ba!, okazał się jednym z głównych narzędzi ujednolicania (dotychczas występującego wraz z wieloma gwarami) języka polskiego.

Niełatwe początki

1 lutego 1925 w warszawskim domu przy ul. Narbuta nr 25 została nadana przez Polskie Towarzystwo Radiotechniczne pierwsza próbna audycja radiowa. Nadawano jedynie przez dwie godziny dziennie, od 18:00 do 20:00, a jej zasięg był niewielki. Z mocą 0,5 kW można było uzyskać dobry odbiór na odległość ok. 20 km. By z ciekawostki ucznynić prawdziwy fenomen społeczny, należało włożyć weń wiele pracy. Szersze sfery społeczeństwa traktowały ją raczej, jako ciekawe doświadczenie techniczne, niż jako codzienny i ważki czynnik życia kulturalnego. Mimo z natury rzeczy nikłego działania i wpływu, potrafiła ona w sobie jednak zdobyć w okresie pierwszych paru miesięcy pokaźną ilość 5,000 słuchaczy. – wspominano tamte pionierskie czasy w publikacji X lat Polskiego Radia z 1935 roku. Przez dekadę od pierwszej audycji z Narbutta wiele się zmieniło.To co było wówczas nowinką, stawało się coraz bardziej popularnym medium. Jak podkreślono we wspomnianej publikacji: Odbiornik radjowy przestał już być sensacją, jak przed kilkunastu laty, a stał się czemś więcej, niż ozdobą mieszkania, jako artykuł pierwszej potrzeby, jako coś poprostu niezbędnego w każdym domu, nietylko wielkomiejskim lub małomiasteczkowym, ale – i bodaj przede wszystkiem – w szkole wiejskiej, we dworze folwarcznym, na plebanji i w chacie rolnika.

To co wcześniej było eksperymentem, mogło się zmienić w bardziej systemowe działania wraz z zarejestrowaniem spółki Polskiego Radia 18 sierpnia tego samego roku. Był to wówczas podmiot częściowo prywatny, ale aż 40% akcji posiadał Skarb Państwa. Na jego czele stanął Zygmunt Chamiec, który został pierwszym dyrektorem i pełnił swoją rolę przez dziesięć lat. Posiadał wszechstronne wykształcenie. W młodości studiował rolnictwo, ekonomię i finanse, konserwatorium muzyczne, został również lekarzem-bakteriologiem. Swoje nauki odbierał m.in. w Szwajcarii i Francji. Podczas pierwszej wojny światowej działał w Krajowej Radzie Pożyczkowej, której w 1917 roku został dyrektorem. Jego przygoda z radiofonią zaczęła się krótko później. Jako zasłużony społecznik wyjechał do Francji, by wziąć udział w konferencji wersalskiej. Podróżował również do Wielkiej Brytanii gdzie uczestniczył w konferencjach związanych z kwestią odszkodowań i zapomóg dla Polski. To właśnie tam poznał Marconiego, jednego z twórców radia. Od niego zaraził się fascynacją tym wynalazkiem. Gdy w Ostróżnach w 1923 roku prezentował wynalazek, nauczyciel szkoły podstawowej Stanisław Zachara wspominał, że (…) wszyscy patrzyli na niego, jak na średniowiecznego maga lub czarownika.

Radiofonizacja kraju

Od 1925 roku radio stawało się oknem na świat dla współczesnych Polaków. W 1927 roku było zaledwie 50 tys. abonentów, ale do wybuchu wojny liczba ta przekroczyła milion abonentów, z czego 327 tys. na wsi. Nie było to nadal powszechne urządzenie, ale liczby pokazują, że coraz bardziej się popularyzowało. W repertuarze znajdowały się koncerty i słuchowiska, msze święte, programy edukacyjno-wychowawcze i kulturalne, relacje sportowe, prognoza pogody, czy w końcu  wiadomości z kraju i ze świata. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Program radjowy jest tak uożony, aby codzień było w nim jaknajwięcej strawy duchowej, – pożytku i zadowolenia – dla wszystkich – zachęcała do korzystania broszura Polskiego Radia. Wiedzę o radiu i jego repertuarze propagowała prasa. Patrząc na łamy gazet możemy dla przykładu zobaczyć, że 6 maja 1928 r. tygodnik „Radjo” chwalił się repertuarem pisząc, że: „Dziadzio-mikrofon” taki tytuł nosi słuchowisko dla najmłodszych, napisane przez zdolną artystkę Teatru Miejskiego Lenę Zelwerowiczównę. Słuchowisko to (transmitowane do Warszawy i Katowic) prowadzi młodocianych radoamatorów po całej Europie, poprzez różne stacje radjowe, udzielając słuchaczom wesołej lekcji geografji i przedstawiając im doniosłość cudownego wynalazku radja na tle pomysłowo dobranych audycyj.

Ze względu na głównie komercyjny charakter przedsięwzięcia, początkowo nie nagrywano audycji. Rozpoczęto to dopiero od 1934 r. dzięki czemu aż do końca września 1939 r. zgromadzono około 9200 płyt archiwalnych, które były bezcennym świadectwem działalności ówczesnych radiowców.

Dla upowszechnienia się radia kluczowy był mocny sygnał. W celu poprawy zasięgu zdecydowano o budowie nadajnika w Raszynie o mocy 120 kw, który był uznawany za jeden z najnowocześniejszych w ówczesnej Europie. Ponadto powstawały również regionalne rozgłośnie radiowe m.in. w Krakowie, Wilnie, Poznaniu, Lwowie czy w Toruniu.  

Przerwany rozwój

Ten dynamiczny rozwój radia przerwał wybuch II wojny światowej. Dwa dni przed inwazją, na polecenie Sztabu Generalnego, nagrano słynny komunikat Józefa Małgorzewskiego, który rozbrzmiał 1 września o godzinie 6:30:  A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa. Polscy radiowcy nie stali jednak bezczynnie w trakcie agresji. Radio podtrzymywało morale polskiego społeczeństwa, ale wskutek inwazji miało coraz mniejsze możliwości oddziaływania. 7 września, chcąc uniemożliwić Niemcom wykorzystanie masztu w Raszynie, zdecydowano na wysadzenie go. Tego samego dnia, z Warszawy wyjechała dyrekcja Polskiego Radia, wskutek czego program przestał być nadawany. Ze względu na potrzebę pomocy przerażonej wojną ludności, radiowcy zdecydowali się pracować dalej. Za aprobatą prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego nowym dyrektorem został Edmund Rudnicki. Radio stało się więc głosem oblężonej Warszawy. Do  historii przeszły dramatyczne przemówienia, przede wszystkim ppłk Wacława Lipińskiego i prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, które dodawały otuchy mieszkańcom stolicy i mobilizowały do dalszej walki. Organizowały też ochotników do walki i obrony cywilnej. Musimy natychmiast pokazać, ze Warszawa ma swoich żołnierzy. Przystępuję do tworzenia oddziałów obrońców Warszawy. Pierwszy oddział ma być gotów niezwłocznie. Musimy natychmiast pokazać, że Warszawa ma swoich żołnierzy. Swoich Warszawiaków, którzy z bronią w ręku staną choćby dzisiaj, w tej chwili, choćby za godzinę, czy za dwie i bić się będą za Warszawę i za ojczyznę. […] Chcę sześciuset młodych, odważnych ludzi, zdecydowanych umrzeć za Warszawę i za ojczyznę. Obywatele, meldujcie się, ci którzy są zdecydowani na to natychmiast, niezwłocznie, w tej chwili, a raczej za pół godziny porucznik Kempfi z mojego ramienia stać będzie przed pałacem Mostowskich i będzie przyjmować tych ochotników – wzywał 12 września do stawienia się warszawiaków prezydent miasta, a mieszkańcy odpowiadali tłumnie na apel.

Nie chcąc, żeby bezcenne płyty archiwalne zostały zagrabione przez Niemców, bądź zniszczone, w obliczu kapitulacji stolicy, polscy radiowcy zdecydowali się wynieść i ukryć część płyt z gmachu radia. Po wojnie wydawało się, że depozyty zaginęły, ale spora ich część odnalazła się dzięki apelowi prof. Macieja Józefa Kwiatkowskiego, który pod koniec lat 70. ogłosił w prasie i w programie „Świadkowie” informację o poszukiwaniu płyt. Do dziś nie odnalazł się jednak czarny neseser, który wyniósł Mirosław Panufnik. Radiowiec zginął w Powstaniu Warszawskim, przez co zabrał tajemnicę do grobu. Być może zabrał je ze sobą ojciec Panufnika, który po wojnie przeprowadził się do Krakowa, ale brak jest na to bezpośrednich dowodów. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że ukryte płyty zostały splądrowane przez szabrowników po Powstaniu, a następnie rozpłynęły się po Polsce. Poszukiwania czarnego nesesera wciąż trwają.

Zainteresowanych odsyłamy też do komiksu Polskie Radio. Wrzesień ’39

https://archiwum.ipn.gov.pl/pl/publikacje/komiksy/171245,Polskie-Radio-Wrzesien-03939.html