W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten święty Krzyż, znak męki i Zbawienia. Przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary mego życia.
Prezydentowi Rzeczypospolitej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy dochowam niezłomnie cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg! – tekst przysięgi, składanej przez żołnierzy Armii Krajowej.
Zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza generała Władysława Sikorskiego z 14 lutego 1942 roku z przemianowania Związku Walki Zbrojnej powstała Armia Krajowa. Stanowiła ona największą zbrojną organizację konspiracyjną na ziemiach polskich i jedną z największych w Europie podczas II wojny światowej. Była też oficjalną siła zbrojną, podporządkowaną rządowi Rzeczpospolitej na uchodźstwie, i choć inne organizacje niepodległościowe także uznawały ciągłość władzy legalnego rządu polskiego, to właśnie AK stała się synonimem walki o wolność pod okupacją niemiecką, a też potem sprzeciw wobec sowieckiego zniewolenia. W roku 2025 po raz pierwszy obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej. To dobra okazja, aby przypomnieć, co oznaczał rozkaz z 14 lutego 1942 roku i dlaczego polskie podziemie musiało się zmienić i przybrać inne oblicze podczas okupacji.
E pluribus unum
Halo! halo!, czy nas słyszycie? To nasz ostatni komunikat. Dziś oddziały niemieckie wkroczyły do Warszawy. Braterskie pozdrowienie przesyłamy bohaterskim żołnierzom walczącym na Helu i wszystkim walczącym, gdziekolwiek się jeszcze znajdują! Jeszcze Polska nie zginęła! Niech żyje Polska!
Tymi słowami Józef Małgorzewski zakończył nadawanie audycji Polskiego Radia. W momencie wielkiej porażki, spiker w ostatnich słowach tchnął w słuchaczy nadzieję. Choć sam nie był wojskowym, ani politykiem, idealnie oddał wtedy program Polskiego Państwa Podziemnego. Ten sam duch unosi się nad ostatnim rozkazem generała Franciszka Kleeberga po bitwie pod Kockiem: Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą Karność, wiem, że staniecie, gdy będziecie potrzebni. Jeszcze Polska nie zginęła. I nie zginie. Walka ciągle trwa, gdyż od tego zależy los ojczyzny. I w tym momencie warto spojrzeć szerzej na wydarzenia, które poprzedziły rozkaz z lutego 1942 roku.
Dla przeciętnego Polaka, nawet tego nastawionego patriotycznie i zainteresowanego historią ojczyzny, obraz konspiracji podczas II wojny światowej wydaje się dość prosty i statyczny. Jest to jednak mylne wrażenie, skutek patrzenia na polską konspirację z perspektywy jej rozwoju i końcowego stadium, podczas akcji „Burza” i jej następstw po zajęciu ziem polskich przez Armię Czerwonej. Jednak pamiętajmy, że sztafeta niepodległościowa trwała bardzo długo, a formalny okres istnienia Armii Krajowej (14 II 1942 – 19 I 1945) to niecałe trzy lata ponad pięcioletniej wojny. Nie zawsze też zdajemy sobie sprawę, jak dynamiczne organizacyjnie było polskie podziemie. Pomijając konspirację komunistyczną, która była antyniemiecka, ale nie można nazwać jej niepodległościową, o polską wolność walczyła cała konstelacja mniejszych i większych organizacji, które ostatecznie zasiliły (lub nie) Armię Krajową po połączeniu w ramach akcji scaleniowej.
Mówiąc o wielkim zjednoczeniu polskich sił niepodległościowych, zwykle zwraca się uwagę, że akcja scaleniowa nie zakończyła się pełnym sukcesem, a nie wszystkie siły niepodległościowe walczyły pod wspólnym sztandarem. Ale każdy znawca historii II wojny światowej musi przyznać, że wysiłek, jaki włożyło ZWZ, a potem AK w jednoczenie grup konspiracyjnych i tak był imponujący.
Na chwilę wczujmy się w sytuację naszych przodków tuż po przegranej kampanii wrześniowej roku 1939. Dla większości z nich szybka porażka Rzeczpospolitej była szokiem. Żołnierze walczący we wrześniu w dużej mierze byli już wychowani w II RP, uznawali świat wolności i własnego państwa, jako coś oczywistego. Ich dowódcy to zwykle pokolenie ludzi, którzy walczyli o wolność w latach Wielkiej Wojny, często bohaterów, którzy przeszli szlak bojowy, choćby z Legionami. Tak czy inaczej wolna Polska była ich światem i tak szybka klęska państwa, w które zainwestowali swoją młodość i miłość, była niezwykle wstrząsająca.
Tak można tłumaczyć początkowy brak zaufania i rozczłonkowanie konspiracji niepodległościowej. Po klęsce wrześniowej powstawały bardzo liczne organizacje, oparte na niewielkich „sieciach społecznych”, przyjaźniach, więziach lokalnych, stowarzyszeniach politycznych, czy przynależności do przedwojennych jednostek wojskowych. Przykładem takiej niewielkiej organizacji była Tajna Armia Polska, a potem Konfederacja Zbrojna. To do niej należał rotmistrz Witold Pilecki w pierwszych miesiącach okupacji, wraz z przyjaciółmi ze swojej jednostki. To ta niewielka organizacja przygotowała Pileckiego do podjęcia misji w obozie w Auschwitz. Niedługo potem, już pod nazwą Konfederacji Zbrojnej przeszłą pod komendę dowództwa Związku Walki Zbrojnej, a było to zwieńczenie trwającej już dość długo współpracy.
Podobnych małych organizacji były dziesiątki, a od początku okupacji nawet setki. Konspiratorzy musieli uczyć się działania w nowych warunkach, wobec bezwzględnych okupantów i niepewnej przyszłości sprawy polskiej. Należało też jak najskuteczniej łagodzić ambicjonalne i symboliczne podziały, a temu służy zawsze nowe otwarcie. Naczelny wódz i rząd na uchodźstwie to rozumieli. Był to jeden z powodów zmian organizacyjnych, w tym swoistego „rebrandingu” ZWZ w AK.
Armia na nowe czasy
Znoszę dla użytku zewnętrznego nazwę ZWZ. Wszyscy żołnierze w czynnej służbie wojskowej w Kraju stanowią ”Armię Krajową„, podległą Panu Generałowi jako jej dowódcy. – Z rozkazu generała Władysława Sikorskiego, 14 lutego 1942
W lutym roku 1942 sytuacja Polaków i stan ich walki o niepodległość przynajmniej się wyklarował. W kraju coraz więcej struktur konspiracyjnych poddawało się dowództwu ZWZ. Wymuszone przez sojuszników braterstwo broni ze Związkiem Sowieckim, niedawnym okupantem, nadal pozostawało palącym problemem i raną w boku polskich patriotów. Ale okoliczności wymuszały na działaczach podziemia ostrożność, a sytuacja na froncie i terror w kraju czyniły z III Rzeszy wroga groźniejszego. Organizacja wojskowa polskich sił zbrojnych krzepła. Lotnicy i marynarze współpracowali z aliantami zachodnimi, utworzona przez generała Władysława Andersa armia już szukała drogi do ewakuacji ze Związku Sowieckiego.
Nowa sytuacja wymagała nie tylko zmian organizacyjnych, ale nazwania nowej rzeczywistości. Kluczowe było symboliczne określenie stanu prawnego i aspiracji Polaków. Istniało Państwo Polskie, nie w sposób jawny, ale utajony w kraju, a na obczyźnie znajdował się jego legalny rząd. Istniała polska armia – na zachodzie (czy też jeszcze na wschodzie) oficjalnie, w mundurach z polskimi barwami, ale też w kraju. Armia Krajowa to zakodowane w nazwie podkreślenie jedności wysiłku Polaków w celu odzyskania wolności.
Armię Krajową tworzyli polscy żołnierze, składający przysięgę, wchodzący w określoną hierarchię służbową, podoficerowie i oficerowie zdobywali nowe umiejętności na kursach (choćby w ramach „Sondy” oraz „Agricoli”). Na potrzeby armii produkowano broń, zgromadzono zasoby, organizując je wedle sztuki logistycznej. Powstanie Warszawskie pokazało nawet, że w ograniczonym stopniu możliwa jest unifikacja mundurów i emblematów jednostek. W AK walczyli i dowodzili zarówno żołnierze Wojska Polskiego sprzed września 1939 roku, jak i nowi rekruci. Wielkie wyzwanie kadrowe, jakim były straty osobowe w korpusie oficerskim (tymczasowe, jak więźniowie niemieckich oflagów lub bezpowrotne, jak ofiary zbrodni sowieckich) były na bieżąco uzupełniane. Dowodzili głownie dowódcy, którzy od początku wojny działali w kraju, ale program zrzutu Cichociemnych, przygotowanych do dowodzenia konkretnymi oddziałami oraz wykonywania konkretnych misji, wiązał Wojsko Polskie w jedno – Armię na obczyźnie i Armię Krajową.
To jeden z najważniejszych powodów zmiany nazwy. AK to część sił zbrojnych polskiego państwa. Polska nie tylko jeszcze nie zginęła, ale funkcjonuje podczas okupacji, tak aby zachować ciągłość władzy i legalizm. Dotyczy to zwłaszcza armii.
Koniec wieńczy dzieło
Żołnierze Armii Krajowej! Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami Narodu i realizatorami niepodległego Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą. – Z rozkazu generała Leopolda Okulickiego, rozwiązujący Armię Krajową.
Ta logika Polski Walczącej, Polski Wiecznej i Trwałej najlepiej objawia się podczas Powstania Warszawskiego. Choć zryw ten jest militarną i ostatecznie też polityczną porażką, płonąc w mroku niemieckiej okupacji, Polskie Państwo Podziemne oświetliło tymi płomieniami swoją złożoność i pokazało wierność metapolitycznym założeniom.
Opaski powstańców, na których widnieje skrót WP, czyli Wojsko Polskie, to nie tylko ukłon wobec żołnierzy innych, niescalonych formacji, walczących ramię w ramię z AK. To też wskazanie, że zmienia się etap walki. Walczą żołnierze z kraju, cichociemni, a niektórzy do ostatniej chwili spodziewali się dołączenia do walki spadochroniarzy z 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Poza tym powstańcy, jako zwarta siła, muszą militarnie przeciwstawić się Niemcom i ich kolaborantom, ale politycznie reprezentować siłę Rzeczypospolitej wobec sił sowieckich. Stanie się to wyjątkowo trudne po zajęciu przez fałszywego sojusznika ziem polskich oraz po formalnym rozwiązaniu struktur AK. Kolejny raz koniec działania formacji nie był przecież końcem walki. Jest to jednak temat na zupełnie inną opowieść…