Archiwum wydarzeń
System miłosierdzia. Okupacyjne wyzwania wobec Sprawiedliwych

Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował ponad siedem tysięcy Polaków jako Sprawiedliwych, ludzi którzy narazili życie ratując Żydów. Osoby nieświadome realiów niemieckiej okupacji mogą tę liczbę uznać za niewielką. Dla znawców historii nawet jedno drzewo zasadzone dla Sprawiedliwego jest fenomenem trudnym do zrozumienia.

24 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką, który upamiętnia rocznicę niemieckiego mordu na rodzinie Ulmów z Markowej oraz ósemce Żydów przez nich ukrywanych. Jest to czas przypomnienia o bohaterstwie, jednostkowych czynach, wyborach i postawach. Ale możemy potraktować go także jako okazję do przypomnienia tej bardziej przyziemnej, codziennej rzeczywistości okupacyjnej i uświadomienia całego katalogu wyzwań i przeciwności, z którymi borykali się okupacyjni samarytanie.

Wyzwania codzienne

Dotyczy kary śmierci za wspieranie Żydów , którzy przekroczyli bez uprawnienia granice dzielnicy żydowskiej . W ostatnim czasie większa ilość Żydów wydostała się bez uprawnienia z dla nich przeznaczonej dzielnicy. Ci znajdują się dotąd w okręgu warszawskim. Przypominam, że trzecie rozporządzenie Generalnego Gubernatora z dnia 15.10 1942 r . (VBI . GG . S 595) przewiduje , że nie tylko Żydzi zostaną skazani na śmierć za przekroczenie granicy dzielnicy żydowskiej, ale każdy, kto w jakikolwiek sposób dopomaga im w ukrywaniu się. – z obwieszczenia dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski z 5 września 1942.

Egzystencja pod okupacją, w każdej epoce historycznej i w każdym miejscu na ziemi, jest doświadczeniem trudnym. Nawet jeśli życie mieszkańca okupowanego terenu nie jest bezpośrednio zagrożone, jest on stale narażony na inne szykany. Już samo funkcjonowanie bez wolności politycznej i ekonomicznej należy uznać za poważną zawadę, która niemal nigdy nie funkcjonuje w oddzieleniu od innych represji. Nawet względnie łagodna okupacja we Francji (tak w państwie Vichy, jak i w ziemiach francuskich pod zarządem wojskowym Rzeszy) wiązała się z drastycznym spadkiem jakości życia Francuzów. W Polsce wszystkie negatywne efekty okupacji przybierały formy skrajne, porównywalne tylko z okupowanymi terenami ZSRS. Nim przejdziemy do przypomnienia intencjonalnego terroru ze strony okupanta, warto uzmysłowić sobie o przeszkodach nieintencjonalnych, będących konsekwencją wojny jako takiej.

Okupowane ziemie polskie cierpiały głód, w zależności od części kraju nierównomiernie rozłożony, ale widoczny właściwie wszędzie. Względnie w najmniej groźnej sytuacji znajdowali się mieszkańcy wsi, często niemal samowystarczalni, jeśli chodzi o podstawowe potrzeby życiowe. Powiedzenie „chłop się wyżywi” odzwierciedlało odwieczną intuicję ludu. Ta sytuacja nie była jednak trwała. Chłopi byli poddani łupieżczym kontyngentom, często niemożliwym do wypełnienia kwotom płodów rolnych, pochłanianych przez niemiecką machinę wojenną. Z drugiej strony zapaść przedwojennych łańcuchów dostaw i legalnego obiegu towarów powodowały, że trudniej było gromadzić niektóre rodzaje zapasów, a dostęp do dóbr wyjątkowych, jakich jak leki, był ograniczony. Będzie to powodowało bardzo określone wyzwania, jeśli chodzi o ukrywanie, a przede wszystkim leczenie wrogów okupanckiego systemu: ukrywających się Żydów, ale także wspieranych ludność miejską partyzantów.

W innej sytuacji znajdowali się mieszkańcy miast, zwłaszcza tych dużych. Bardziej scentralizowany system okupacyjnej kontroli, zwłaszcza dotyczący handlu (czarny rynek był zjawiskiem istniejącym wszędzie, ale w miastach Niemcy posiadali więcej narzędzi, aby go kontrolować) oraz ograniczone możliwości produkcji żywności (choć miejskie ogródki uzupełniające dietę wróciły podczas okupacji do łask) stwarzał możliwości, ale i zagrożenia. W mieście łatwiej było zbić majątek, ale statystyczny mieszkaniec wsi był lepiej zabezpieczony przed głodem. Miasto bez wsi głodowało.

Trzecią strefą wykluczenia tego bytowego bezpieczeństwa były wszelakie obszary zamknięte, obozy, szpitale, getta. Warunki w nich różniły się znacznie, ale co do zasady zamknięte przez Niemców dzielnice żydowskie nie mogły przetrwać zasobami, które okupant godził się im dostarczyć. Tu również sytuacja była różna w zależności od miejsca i fazy okupacji, ale można uśrednić szacunki, wedle których oficjalnie do gett w okupowanej Polsce docierała żywność zapewniająca 10% potrzeb życiowych mieszkańców. Resztę Żydzi uzupełniali handlem ze stroną aryjską i w mniejszym stopniu darami zza murów oraz własną produkcją rolną oraz hodowlą. Ludzie i tak umierali z głodu oraz wzmaganych głodowym osłabieniem chorób, ale zarówno wytrwałość i pomysłowość zamkniętych Żydów, jak serce Polaków pod drugiej stronie powodowy, że pierwsza faza Zagłady była znacznie mniej skuteczna, niż zakładali Niemcy.

Zbrodnicze prawo

Stwierdzono powtarzające się wypadki ukrywania się Żydów uchodźców u Polaków. Zwracając uwagę na 3. rozporządzenie z dnia 15.10.1941 [ … ] pouczam , że kto udziela Żydom uchodźcom pomieszczenia i żywności lub sprzedaje Żydom środki żywnościowe, będzie karany śmiercią. – ogłoszenie okupacyjne z Ostrowca Świętokrzyskiego, 28 IX 1942.

Sytuacja prawna Polaków, którzy ryzykowali pomoc Żydom była inna niż w pozostałych krajach okupowanych przez III Rzeszę. W praktyce tylko w Generalny Gubernatorstwie i na ziemia wcielonych do Rzeszy stosowano rutynowo karę śmierci za pomoc Żydom. Poza karami bezpośrednimi, naszym przodkom groziły konsekwencje pośrednie. Kupno dodatkowej żywności, ubrań, leków czy innych artykułów reglamentowanych narażało pomagających Polaków na konsekwencje łamania coraz surowszego prawa wojennego.

Surowość powyższych regulacji była jeszcze bardziej wzmagana przez warunki wojenne. Ryzyko działania wbrew okupacyjnemu prawu oznaczało ryzyko nie tylko dla samego pomagającego, ale też jego rodziny. Okupacyjna machina terroru działała wedle zasady odpowiedzialności zbiorowej (czego przykładem jest egzekucja dzieci Ulmów), a nawet jeśli rodzina samarytanina zostałaby oszczędzona pozbawienia żywiciela rodziny oznaczało zagrożenie śmiercią z powodów bytowych.

Warto tu jednak przypomnieć, że okupacyjny chaos w pewnym aspekcie ułatwiał zmianę tożsamości. Tysiące zaginionych bez wieści, powszechność fałszywych dokumentów i podatność na przekupstwo organów okupacyjnych (czego najsłynniejszy przykładem jest personel Pawiaka, który za łapówkę wypuścił Irenę Sendler) otwierał nowe drogi pomocy, o które trudno było przewidzieć z perspektywy pokoju. Z drugiej strony owo wymuszanie działań nielegalnych samo w sobie było szykaną, gdyż pomoc drugiemu człowiekowi  nigdy nie powinna być traktowana jak przestępstwo…

Dramat izolacji

Zachodzi potrzeba przypomnienia , że stosowanie do paragrafu 3 Rozporządzenia o ograniczeniach pobytu w Gen. Gub. z dnia 15. X. 1041 roku (Dz. Rozp. Dla GG. Str. 555) żydzi, opuszczający dzielnicę żydowską bez zezwolenia podlegają karze śmierci.

Według tego rozporządzenia osobom, które takim żydom świadomie udzielają przytułku, dostarczają im jedzenia lub sprzedają artykuły żywnościowe, grozi również kara śmierci.

Niniejszym ostrzega się stanowczo ludność nieżydowską przed: 1.udzielaniem żydom przytułku, 2.dostarczanie im jedzenia, 3. sprzedawaniem im artykułów żywnościowych. – ostrzeżenie Bruno Motschalla wobec Polaków ukrywających Żydów – Częstochowa 1942

Sytuacja w której znaleźli się zarówno ukrywani Żydzi, jak i ukrywający ich Polacy była ze wszech miar wyjątkowa i niosła ze sobą wyjątkowe wyzwania. O wszystkich nie zdołamy przypomnieć w tym krótkim tekście. Spróbujmy jednak wyróżnić kilka wyjątkowych przeszkód.

Tylko pomoc instytucjonalna mogła okazać się masowa. Również z tego powodu zaistniała wyraźna nadreprezentacja Sprawiedliwych wśród duchownych kościoła katolickiego (zwłaszcza zakonników i zakonnic) oraz urzędników administracji lokalnej (jak choćby krąg Sprawiedliwych działających w urzędach warszawskich, skupionych wokół Ireny Sendler oraz Jana Dobraczyńskiego). Miasto, choć przynosiło określone rodzaje ryzyka, dawało też większe możliwości pomocy.

Nawet jeśli kluczowym elementem sieci pomocy były placówki poza Warszawą (np. sierocińce prowadzone przez siostry franciszkanki na Mazowszu), korzystały one z organizacji w stolicy (urzędnicy magistratu organizujący przerzut dzieci poza getto, parafia Wszystkich Świętych, zapewniająca świadectwa chrztu i osobisty wkład księdza Marcelego Godlewskiego w organizację przytułków).

Miasta oferowały pewną dozę anonimowości. Sporządzenie większych zakupów (o ile posiadało się pieniądze) nie nastręczało aż takich trudności. Z drugiej strony tereny wiejskie lub po prostu odludne umożliwiały przygotowanie względnie bezpiecznej kryjówki, choć pozbawionej standardów życia możliwych w mieście.

Za to życie na wsi wymuszało bardzo określony sposób konspiracji. W niewielkich, zżytych społecznościach co prawda łatwiej było zaufać sąsiadom, że nie wydadzą niebezpiecznego sekretu, za to każdy element obcy w społeczności oznaczał ryzyko demaskacji. Za to kupno produktów innych niż podstawowe (leków, ubrań) w warunkach wiejskich mogło budzić podejrzenia i stanowiło kolejne ryzyko dekonspiracji.

Przywoływani już kilkukrotnie Ulmowie nie działali sami, ale w swoistej sąsiedzkiej sieci ludzi zaufanych. Każde słabe ogniwo w tym łańcuchu pomocy mogło oznaczać dekonspirację. Nie dotyczyło to tylko zdrady intencjonalnej, ale też zachowań bardzo trudnych do kontroli. Ukrywanie Żydów przez rodziny wymagało udziału każdego członka wspólnoty w tym dziele. Dzieci musiały kontrolować kontakty z rówieśnikami, a nawet pełnić aktywną rolę w kamuflowaniu dodatkowych lokatorów. W przygotowanym przez IPN notacji [https://opowiedziane.ipn.gov.pl/ahm/wspomnienia/44627,Bak-Joanna.html], wspomnienie pani Joanny Bąk pokazuje nie tak niezwykła sytuację, w której jej matka, podczas okupacji mała dziewczynka, misji ocalenia bliźniego podporządkowywała swój czas, komfort i  niewinność dzieciństwa: pod pozorem zabaw, pełniła ona wartę, ostrzegając resztę rodziny przed nadejściem obcych.

Pomoc – wielkie przedsięwzięcie

Żydzi nie byli jednolitą grupą, co również wpływało na mniejszą lub większą trudność ratunku. Szansa na skuteczną pomoc mocno wzrastała, jeśli samarytanin wspierał Żyda zasymilowanego, mówiącego poprawną, literacką polszczyzną, albo dziecko, które łatwiej było nauczyć katolickich modlitw i rytuałów, tudzież łatwiej było wytłumaczyć ignorancję dziecka, jeśli chodzi o te aspekty religijne. Stworzenie fałszywej tożsamości było znacznie łatwiejsze i bezpieczniejsze, jeśli chodzi o kobiety, gdyż szukający Żydów Niemcy i kolaboranci często posuwali się do sprawdzenia czy podejrzany jest obrzezany… Setki tego typu trudnych do wyobrażenia poza kontekstem okupacyjnym wyzwań było chlebem powszednim dla polskich samarytan, pomagających Żydom. Dlatego im więcej wiemy o życiu wojennym, rozumiemy prawne i materialne warunki tej egzystencji, tym większym szacunkiem musimy darzyć tych, którzy porwali się na ten akt szaleńczego miłosierdzia.

Opracowali: dr Adam Podlewski, Michał Rastaszański (Centralny Przystanek Historia)